Zaznacz stronę

Wybory za pasem

  Wchodzimy w cykl kolejnych decyzji politycznych, z których pierwszymi stają się właśnie wybory samorządowe. Z jednej strony samorządność to wartość sama w sobie, związana z lokalną rzeczywistością i stosunkami społecznymi w niej panującymi. Z drugiej strony, wobec trwałości nomenklatury samorządowej, uzdrowienie oddolnej aktywności obywatelskiej staje się niemożliwe bez ingerencji państwa.

  Jak pogodzić te dwa wykluczające się na pozór wyzwania? Inaczej mówiąc, co zrobić, by samorządy – szczególnie na poziomie miast powiatowych i władz wojewódzkich – stawały się z jednej strony partnerem rządu i wojewodów, a z drugiej by zachowały swą podmiotowość? Z kolei, w przypadku mniejszych miasteczek, wsi i gmin, co zrobić by lokalna społeczność darzyła swe autorytety należną estymą, a nie głosowała „jak zawsze”, czy to z przyzwyczajenia, czy to z domniemanej gwarancji zatrudnienia i akceptowanego marazmu. Na terenie mojego okręgu wyborczego jest bardzo dużo gmin, w których lokalni włodarze (wcale nie związani z PiS) wypracowali sobie autentyczną pozycję społeczną. Wielu z nich dalej będzie pełnić swoją funkcję dla dobra lokalnych społecznośaci.

  Jednakże są i takie miejsca w naszym okręgu, jak np. Legionowo, Serock i cały powiat legionowski, ale także Tłuszcz, Jadów, Zielonka, nie mówiąc już o Wołominie, gdzie obecne władze samorządowe – jeśli nie zostaną zmienione – doprowadzą prędzej czy później  do stagnacji regionu. Przykładowo, czy tak potrzebny w Legionowie szpital powiatowy (np. na bazie wojskowego) będzie mógł powstać ostatecznie, skoro nijak nie będzie mógł się w tej sprawie dogadać włodarz miasta i powiatu z ministrem zdrowia i/lub obrony narodowej. Nie dlatego, że się nie lubią, ale dlatego, że władze lokalne samorządowe są de facto emanacją „totalnej opozycji”, torpedującej zatem – w imię jej interesów ogólnopolskich – wszelkie inicjatywy, które mogą polepszyć kondycję społeczności lokalnej. Rozbicie zmurszałej struktury uzależnień lokalnych odziedziczonych po rządach PO i PSL, nie może jednak rodzić nowej i równie sztucznej piramidy stożkowej, w której na górze zasiądą równie wyalienowani od społeczności gmin i miast powiatowych urzędnicy. Jest jednak nadzieja, że nowo wybrani samorządowcy z list PiS i współpracujących z tą partią komitetów, nie wejdą na umoszczone przez poprzedników wygodne posady, wraz z apanażami, ale tym razem będą dalej kontrolowani przez silne swym autorytetem  kierownictwo PiS. Tak bowiem, jak dla poprzedników lepiszczem była zdolność do psucia państwa i samorządności przy pomocy uznanej za wartość prywaty, tak w PiS-ie Jarosław Kaczyński jest gwarantem istnienia swoistej dyscypliny etycznej w szeregach jej działaczy. Ta dyscyplina nie bierze się tylko z jakości dobieranych ludzi, ale także ze zbiorowej w tym środowisku wiedzy, że jest się na służbie publicznej. A autorytet prezesa PiS, jak długo będzie aktualny, tak długo wytwarzać będzie jakość rządzenia – także w samorządach.

  Jeśli uznaliśmy, że na tym etapie rozwoju naszego narodu i przestrzeni, w której żyjemy jest modernizacja, nieuchronnie prowadzi to do wniosku, że bez pomocy z budżetu państwa nie znajdzie ona swego wyraźnego oblicza w skali lokalnej. Warto więc zaryzykować, a wkrótce odnajdziemy Polskę wśród najlepiej rozwiniętych państw Europy.  

Senator RP Prof. Jan Żaryn