Zaznacz stronę

 

„Cieniom królewskim przybył towarzysz wiecznego snu. Skroń jego nie okala korona, a dłoń nie dzierży berła. A królem był serc i władcą doli naszej” - tymi słowami żegnał na Wawelu Marszałka Józefa Piłsudskiego ówczesny Prezydent RP Ignacy Mościcki. 12 maja 2015 r. mija 80. rocznica śmierci Naczelnika Państwa i jednego z ojców polskiej Niepodległości w 1918 r.

 

Józef Piłsudski zmarł 12 maja 1935 r. o godz. 20.00 w warszawskim Belwederze. Śmierć marszałka była dla Polaków szokiem. Część osób, lepiej poinformowanych, wiedziała, że był on chory, jednak nikt nie zdawał sobie sprawy, że jest to choroba śmiertelna. Naczelnik państwa chorował już od roku. Gorączkował, źle sypiał, miał kłopoty żołądkowe.

„Później zaczęły zjawiać się wymioty. Wszystkie te objawy Marszałek przypisywał niedyspozycjom przewodu pokarmowego i począł stosować dietę. A więc najpierw zrezygnował z potraw ciężkostrawnych, potem zaczął ograniczać porcje, aż wreszcie rozpoczął głodówkę leczniczą" – pisał później adiutant marszałka Mieczysław Lepecki w swoim „Pamiętniku...”.

Jak się wydaje, "kuracja głodowa, którą zaaplikował sobie Piłsudski, mogła być symptomem kolejnego stadium choroby. Po prostu utraty apetytu w rezultacie odrzucania przez organizm pokarmów. (…) Gwałtowna utrata wagi (…) była zapewne rezultatem nie owej głodówki, a rozwijającej się już szybko choroby nowotworowej” - pisał biograf Piłsudskiego prof. Andrzej Garlicki. Dopiero 21 kwietnia 1935, gdy stan zdrowia Marszałka poważnie się pogorszył, zgodzi się on na wizytę u specjalisty chorób nowotworowych Karla Wenckebacha w Wiedniu. Niestety, diagnoza nie dawała już żadnych nadziei: zaawansowany nowotwór złośliwy wątroby...

 

Testament

W następnych dniach marszałek Piłsudski spisał swoją ostatnią wolę: "Nie wiem czy nie zechcą mnie pochować na Wawelu. Niech! Niech tylko moje serce wtedy zamknięte schowają w Wilnie gdzie leżą moi żołnierze co w kwietniu 1919 roku mnie jako wodzowi Wilno jako prezent pod nogi rzucili. Na kamieniu czy nagrobku wyryć motto wybrane przeze mnie dla życia >>Gdy mogąc wybrać, wybrał zamiast domu/ Gniazdo na skałach orła, niech umie/ Spać, gdy źrenice czerwone od gromu/ I słychać jęk szatanów w sosen zadumie/ Tak żyłem << A zaklinam wszystkich co mnie kochali sprowadzić zwłoki mojej matki z Sugint Wiłkomirskiego powiatu do Wilna i pochować matkę największego rycerza Polski nade mną. Niech dumne serce u stóp dumnej matki spoczywa. Matkę pochować z wojskowymi honorami ciało na lawecie i niech wszystkie armaty zagrzmią salwą pożegnalną i powitalną tak by szyby w Wilnie się trzęsły Matka mnie do tej roli jaka mnie wypadła chowała. Na kamieniu czy nagrobku Mamy wyryć wiersz z >>Wacława<< Słowackiego zaczynający się od słów >>Dumni nieszczęściem nie mogą<<. Przed śmiercią Mama mi kazała to po kilka razy dla niej czytać".

 

 

W srebrnej spoczął trumnie

"Ksiądz zaczyna modlitwy, podają oleje święte, którymi namaszczono rytuałem przewidziane miejsca, na głowie Komendanta. Otoczenie klęczy i modli się. Rodzina wpatrzona w oblicze Komendanta z niemym bólem, niezupełnie jeszcze świadoma tragedii nadchodzącej chwili. Zbliża się kres życia Komendanta, to widzi się i czuje bez słów i wyjaśnień. Komendant szklistym i nieruchomym wzrokiem patrzy w przestrzeń jakby czynił przegląd obrazu swego bohaterskiego i tragicznego życia. (...) Odwracam głowę, na tarczy zegara 8.45, koniec epoki związanej z życiem Wielkiego Człowieka" – tak w swoim diariuszu ostatnie chwile Piłsudskiego opisał 12 maja adiutant rotmistrz Aleksander Hrynkiewicz.

Tuż po śmierci marszałka, salon Pałacu Belwederskiego, w którym nastąpił zgon, zamieniono na kaplicę żałobną, gdzie na katafalku spoczywało jego ciało. Przy zmarłym zaciągnięto wartę honorową, którą pełnili czterej oficerowie, dwóch podoficerów i dwóch szeregowych. Wykonana ze srebra trumna z ciałem Piłsudskiego wystawiona była w Belwederze 13 i 14 maja. Katafalk przybrany był w purpurowe sukno z godłem Rzeczypospolitej na przedzie.

 

101 strzałów armatnich

Ciało marszałka ubrano w mundur, przepasany wielką wstęgą orderu Virtuti Militari i z bojowymi orderami na piersiach. W rękach Piłsudski trzymał obrazek Matki Boskiej Ostrobramskiej. Nad głową zmarłego umieszczono przybrane kirem sztandary wojska polskiego z 1831 i 1863 r. oraz sztandary legionowe. Obok stała kryształowa urna z sercem marszałka, przy niej położono czapkę maciejówkę, buławę marszałkowską oraz szablę.

15 maja trumnę z ciałem Piłsudskiego przewieziono na lawecie zaprzężonej w sześć koni do katedry św. Jana, gdzie marszałka żegnały tłumy.

17 maja wieczorem pociąg wiozący ciało Piłsudskiego ruszył do Krakowa, na jego trasie zgromadziły się tysiące ludzi aby oddać zmarłemu hołd. 18 maja rano na dworcu trumnę powitali prezydent RP, rząd, generalicja, korpus dyplomatyczny oraz różnego rodzaju delegacje. Ośmiu generałów, z Juliuszem Rómmlem na czele, przeniosło ją z platformy na lawetę armatnią. Po odprawieniu modłów przez metropolitę krakowskiego arcybiskupa Adama Sapiehę, kondukt ruszył na Wawel. Tam przemówienie wygłosił prezydent Ignacy Mościcki. Następnie generałowie, przy dźwiękach dzwonu Zygmunta, wnieśli trumnę do katedry. Po mszy pontyfikalnej, ciało Marszałka złożono do krypty św. Leonarda. Na zakończenie uroczystości ustawione na wawelskim wzgórzu działa oddały 101 strzałów armatnich. W całym kraju zapanowała trzyminutowa cisza.

 

 

Polacy pogodzeni przez śmierć

Dziś postać Józefa Piłsudskiego nie wywołuje gwałtownych sporów i większość Polaków niezależnie od wyznawanych poglądów politycznych zgodnie widzi w Marszałku jednego z ojców polskiej niepodległości obok Romana Dmowskiego (i wcale nie w opozycji). Oczywiście w XX-leciu międzywojennym oceny jego działalności były bardziej zróżnicowane, a cieniem kładł się na tych ocenach zarówno zamach majowy (też 12 maja) z 1926 r., czy więzienie przeciwników politycznych. Wspominając atmosferę panującą po śmierci marszałka Cat-Mackiewicz już na obczyźnie pisał: „Piłsudski miał fanatycznych wielbicieli, którzy go kochali więcej niż własnych rodziców, niż własne dzieci, ale było wielu ludzi, którzy go nienawidzili, miał całe warstwy ludności, całe dzielnice Polski przeciwko sobie, potężną nieufność do siebie. I oto nie znać było tego w dniu pogrzebu. Przeciwnie, można stwierdzić jako fakt i prawdę, że w dniach jego pogrzebu, że na wieść o jego śmierci, strach i zalęknienie, co stanie się teraz z polską, kiedy Jego zabrakło, przeleciał od Bałtyku poprzez Poznańskie i Śląsk i od Karpat do Dźwiny. Po całej wielkiej ojczyźnie, którąśmy cztery lata po jego śmierci stracili”.

 

Robert Szydlik