Zaznacz stronę
Kultura: „Zwykły dzień” raz jeszcze

Kultura: „Zwykły dzień” raz jeszcze

10 listopada 2016 r. w świetlicy parafialnej w Jasienicy odbył się kolejny pokaz filmu, który stworzyli członkowie Klubu Historycznego: Waldemar Brzeziński, Beata Fala i Ireneusz Fala.

Miało to związek z wydaniem filmu na płytach DVD dzięki środkom z funduszy LGD „Równiny Wołomińskiej”. Na pokaz filmu przybyła grupa mieszkańców, twórcy filmu a także radni powiatu Robert Szydlik i Janusz Tomasz Czarnogórski. Drugi z wymienionych gości reprezentował tego wieczoru Lokalną Grupę Działania, która dofinansowała wydanie kopii filmu kwotą 1500 zł.

– Ogromnie się cieszę, że za tak skromne środki można było zrobić tak wiele. Wiem, że to nic w porównaniu do Waszego zaangażowania w pracę nad filmem, która kosztowała Was wiele pracy i wyżeczeń. Jako przewodniczący Rady LGD cieszę się, że mogliśmy Was wesprzeć i deklaruję, że jeśli Wasza grupa filmowa podejmie się kolejnego dzieła, możecie liczyć na nasze wsparcie – powiedział po projekcji Janusz Tomasz Czarnogórski. Kilka godzin później szef ekipy filmowej Waldemar Brzeziński na portalu społecznościowym napisał: I oto możemy dopisać kolejny rozdział naszej historii. Dzięki zaangażowaniu i wsparciu kilku osób udało nam się wydać nasz film na płycie. Bardzo dziękujemy 🙂 panu Robertowi Szydlikowi, panu Januszowi Tomaszowi Czarnogórskiemu i panu Rafałowi Rozparze za pomoc w uzyskaniu patronatu i dofinansowania tego projektu przez Lokalną Grupę Działania Równiny Wołomińskiej”.

Kultura filmowa na dobre opanowała zatem Jasienicę, a dzięki zaangażowaniu grupy osób udało się przywołać ze zbiorowej pamięci historię „zwykłego dnia” w Jasienicy, historię wojennej hekatomby, jaka dotknęła wioskę pod koniec II wojny światowej.

MK

Subiektywnie: Coś nie po kolei… z tą koleją

Subiektywnie: Coś nie po kolei… z tą koleją

Chociaż zamykane są kolejne etapy w ramach modernizacji linii kolejowej E-75 Rail Baltica to dla beneficjentów ostatecznych, czyli osób dojeżdżających koleją utrudnień wciąż nie brakuje. Dla mieszkańców nie tylko Tłuszcza ciągle pozostaje nie rozwiązany problem braku miejsc parkingowych po północnej stronie torów.

W ostatnim czasie sytuacja staje się zaostrzająca w związku z protestami mieszkańców ulicy Kolejowej, którym przeszkadzają samochody parkujące przy ich posesjach. Kierowcy znajdują za wycieraczkami pozostawionych przy ulicy aut kartki, zarówno od mieszkańców jak i z wezwaniem na Policję. Sytuacja staje się patowa, bowiem trudno namawiać kogokolwiek, aby rano, spiesząc się do pracy, dojeżdżał do parkingu po drugiej stronie torów, mając po drodze do pokonania przejazd kolejowy.

Jako wiceprzewodnicząca Komisji Ładu, Porządku i Ochrony Środowiska Rady Miejskiej w Tłuszczu wielokrotnie podnosiłam temat braku miejsc parkingowych oraz konieczności zainstalowania w tym rejonie monitoringu, zarówno na posiedzeniach Komisji jak i sesjach Rady Miejskiej. Póki co nie widać rezultatu działań magistratu w tej sprawie.
A przecież to nie jedyna rzecz, która nęka mieszkańców po tej stronie torów, jak chociażby wysokie nieprzejrzyste ekrany, które wyrosły w sąsiedztwie kolei, tuż przed oknami domów czy unoszący się latem kurz, tak jakby utrzymanie tego miejsca do nikogo nie należało. Wobec tego – dla kogo ta kolej?

Grażyna Krupa  – Radna Miejska w Tłuszczu, os. Klonowa-Norwida

W obiektywie: Inwestycyjne niedbalstwo

W obiektywie: Inwestycyjne niedbalstwo

Ktokolwiek jeździ ul. Wąską, ten widzi rozprutą i koszmarnie połataną nawierzchnię asfaltu. Nierówności, doły i grys, który spod kół strzela w kierunku pieszych. Ulica między blokami a przedszkolem… Budowa kanalizacji w tej arterii ciągnie się od miesięcy. Zadać wypada pytanie Włodarzom miasta, czy wykonawca robót nie ma obowiązku przyzwoicie odtworzyć nawierzchni? Obraz nędzy i rozpaczy w środku (zapyziałego?) miasta.

Remiza PSP na Borkach – czy to dobry pomysł?

Remiza PSP na Borkach – czy to dobry pomysł?

Mniej więcej w wakacje pojawił się pomysł, by gmina przekazała ok. 1 ha gminnej działki zlokalizowanej na os. Borki w Tłuszczu (dawne ogródki działkowe) pod budowę nowej remizy Państwowej Straży Pożarnej. Informacja ta mocno zaniepokoiła mieszkańców, którzy zgłaszają swoje wątpliwości, a często gwałtowny sprzeciw radnemu osiedla Robertowi Pacuszce.

– Ludzie nie kryją oburzenia, a ja mam poważny problem. Muszę Panu Burmistrzowi powiedzieć grzecznie, ale stanowczo „Nie. Nie tędy droga, nic o nas bez nas”. Gdyby taka inwestycja miała zostać zlokalizowana na naszym osiedlu, to tylko po przeprowadzeniu szerokich konsultacji społecznych i za zgodą większości mieszkańców.

Jednostka PSP to przecież placówka, której zadaniem jest niesienie pomocy ludziom i ich mieniu podczas pożarów, wypadków drogowych itd. Dlaczego zatem radny sprzeciwia się budowie remizy w swojej okolicy?

– Wiem doskonale, że PSP działa na rzecz nas wszystkich. Uważam jednak, że położenie naszego osiedla w zasadzie przekreśla sensowność zlokalizowania u nas jednostki państwowej straży pożarnej. Osiedle położone jest między dwiema liniami kolejowymi. Na torach warszawskich jest duży ruch pociągów i często zamknięte rogatki. Z kolei na przejeździe w kierunku ul. Mazowieckiej zdarza się, i to wcale nie tak rzadko, że zatrzymany na semaforze pociąg towarowy ostatnimi wagonami blokuje przejazd samochodów z ul. Przejazdowej w Mazowiecką. W razie konicznośco nagłego wyjazdu wóz strażacki może zostać tu „uwięziony”. Sprawa kolejna to fakt, że główna ulica osiedla Przejazdowa jest bardzo wąską i nie miną się na niej dwa samochody ciężarowe. A gdzie podzieją się piesi, skoro wciąż czekamy na chodnik i dokończenie nakładki asfaltowej? Dodajmy do tego spadek wartości nieruchomości…

– We wrześniu na komisji rewizyjnej złożyłem wniosek (który komisja jednoznacznie poparła), że nie wyrażam zgody, by rozpoczęto proces inwestycyjny bez konsultacji i zgody mieszkańców – kończy dobitnie swoją wypowiedź radny z Borek.

Red.

Interwencje: Śmierdzące sprawy

Interwencje: Śmierdzące sprawy

Oficjalnie cisza, a w internecie aż wrze, bo oto w Tłuszczu nastąpił prawdziwy wysyp nieładnie pachnących tematów. I dziś pewnie mało kto już pamięta, że obecny burmistrz Tłuszcza Paweł Bednarczyk i jego otoczenie w kampanii wyborczej 2010 r. mówili tyle o ekologii i roztaczali wizję Tłuszcza jako miasta – ogrodu.

Dziś w tym „ogródku” są tylko sterty śmieci i niemiła woń, którą mieszkańcy miasteczka nazywają dosadnie i wprost: przeraźliwy smród.

By nikogo nie skrzywdzić pochopną opinią, powiedzmy szczerze– trudno jednoznacznie stwierdzić, czy za porządek, czystość i zapachy odpowiada Dyrektor Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej Mariusz Dembiński, czy jego przełożony – włodarz gminy Paweł Bednarczyk. Nie szukając jednak winnych skupmy się na problemach.

Smary, chemia i fekalia w rzece?

W marcu grupa mieszkańców ul. Wiejskiej złożyła skargę do Urzędu Miejskiego w Tłuszczu (do wiadomości: Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska i Powiatowego Inspektora Sanitarnego), w której mowa o podwyższaniu terenu na tyłach remizy OSP między ul. Kielaka, zabudowaniami ul. Wiejskiej a rowem, który 200 m dalej wpada do rzeki Cienkiej.

Z pisma tego dowiadujemy się, że łąka, która przez wiele miesięcy w roku jest zalewowa, została zasypana brudną ziemią przez firmy wykonujące remonty na kolei, wymiany szyn itd. – Podsypka zmagazynowana na podwyższenia przyszłego targowiska była dostarczona przez firmę TORIM. Dostawca przedstawił ocenę przydatności podsypki do recyklingu oraz badanie uziarnienia kruszywa opracowane przez uprawnionego geologa. Do biura ZGKiM nie wpłynęła żadna skarga mieszkańców. Jednak mogę zapewnić, że ewentualne odpady  podczas plantowania podsypki zostaną usunięte – mówi zarządzający terenem Dyrektor ZGKiM Mariusz Dembiński.

Podobnie wypowiada się Burmistrz Paweł Bednarczyk: Na teren planowanego targowiska nawożona jest gleba oraz urobek z pogłębiania z niewielką domieszką tłucznia posiadające ocenę przydatności podsypki do recyklingu – badania wykonywane były w trzech różnych miejscach na zlecenie wykonawcy TORPOL S.A.

Agrowłóknina, kable, druty, gruz i inne śmieci

Mieszkańcy utrzymują, że od pracownika jednej z firm uzyskali informację, że przywożona ziemia pochodzi wprost z wyrobisk pod wymienianymi torami. Gdyby okazało się to prawdą, oznaczałoby to, że pomiędzy prywatne ogródki o rzekę wsypano prawdziwą tablicę Mendelejewa. Nie trzeba być uczonym, by wiedzieć, jakie substancje znajdują się w ziemi na torach: fekalia, smary, oleje, środki chwastobójcze. Słowem – trucizna.

Mieszkańcy mają nadzieję, że odpowiednie służby pobiorą próbki i zbadają skład chemiczny „prezentu”, jaki wylądował za płotami ich posesji. Oni sami są przekonani, że ktoś chciał mocno zaoszczędzić. Jedna strona wzięła za darmo lub za bezcen ziemię podejrzanej jakości, a druga strona tanio pozbyła się kłopotu. Już na zdjęciach, które zrobili mieszkańcy Tłuszcza widać „czarnoziemy” niewystępujące przecież w Tłuszczu, wyglądające jak zalane olejem lub jakimś smarem. Z ziemi wystawały agrowłóknina, grube kable, druty, gruz i wiele innych śmieci, które powinny chyba trafić nie w okolice rzeki i domostw, a do utylizacji.

Zaleją nam podwórka!

Jednocześnie mieszkańcy w swoim piśmie skarżą się, że wywyższenie opadającego naturalnie terenu o ok. 2 m to naruszenie stosunków wodnych, które spowoduje w przyszłości podtopienia ich posesji, których poziom będzie niższy od planowanego targowiska.

– Wg planu zagospodarowania przestrzennego dopuszcza się podwyższenie poziomu terenu na terenie inwestycji z zastrzeżeniem, że nie może to powodować spływu wód opadowych na działki przyległe – mówi Burmistrz Tłuszcza.

W dalszej części stwierdzają też, że w zasypanej łące miały swoje siedliska chronione bażanty i kuropatwy. Czy mieszkańcy ul. Wiejskiej przesadzają w swoich obawach, czy mają rację? Czy odpowiednie służby

i instytucje zbadają sprawę, czy też – jak to w Polsce często bywa – sprawa rozejdzie się po kościach?

Tymczasowe wysypisko w centrum miasteczka

Także w internecie można znaleźć zdjęcia, jakie mieszkańcy zrobili przy okazji urządzenia prowizorycznej zwałki po zbiórce śmieci wielkogabarytowych. Stertę ułożono na placu przy ZGKiM w samym centrum miasteczka wśród gęstej zabudowy jednorodzinnej.

– Gdzie my żyjemy? W jakimś trzecim świecie? Hałdy śmieci w środku miasta! Widok koszmarny, smród i Bóg wie, jakie zagrożenie z tego może być – mówi nam starsza pani wygrażając pięścią w kierunku zabudowań ZGKiM. – Niech sobie Dembiński albo Bednarczyk te śmieci na własne podwórko zwali i niech sobie wącha – złorzeczy dalej kobieta. Co na to Dyrektor ZGKiM Mariusz Dembiński? Gmina Tłuszcz, w wyniku przetargu, z firmą JURANT podpisała umowę na odbiór odpadów od indywidualnych gospodarstw domowych. Jeden z zapisów umowy mówi o konieczności opracowania harmonogramu odbioru odpadów wielkogabarytowych. Teren przyległy do ZGKiM od 3 lat był nieodpłatnie użyczany firmie JURANT do przeprowadzenia tego zadania, jako miejsce przeładunku. Sytuacja, która miała miejsce w ostatnim czasie, była wynikiem źle opracowanego harmonogramu, w którym zbiórka odpadów wielkogabarytowych od mieszkańców gminy Tłuszcz, odbywała się przez cztery kolejne soboty. Ilość wystawionych przez mieszkańców odpadów uniemożliwił firmie JURANT bieżącego ich odtransportowania. ZGKiM wielokrotnie monitorował przedstawicielom firmy JURANT o konieczności niezwłocznego uprzątnięcia terenu przyległego do Zakładu, mając na uwadze, że jest to kolejna uciążliwość dla okolicznych mieszkańców. Po tygodniu plac został uporządkowany.

Bramę ukradli, podrzucają śmieci

Inne zdjęcia na Facebooku pokazują wjazd na teren dawnego wysypiska śmieci w Wólce Kozłowskiej, które pozostaje w zarządzie gminy i prawdopodobnie tego samego zakładu komunalnego. Brama wjazdowa otwarta na oścież! A nie, ukradli ją, pewnie na złom. Za to przy samym wjeździe kilkanaście worków śmieci, które ktoś tu podrzucił. Dzikie wysypisko, wstęp wolny, gdyby ktoś pytał… To widzą przejeżdżający w kierunku Dębinek, Zabrodzia i Wyszkowa, a w miasteczku mało kto pewnie tym żyje, bo tam w powietrzu wisi coś zupełnie innego.

– Teren wysypiska odpadów komunalnych w Wólce Kozłowskiej w chwili zakończenia prac związanych z rekultywacją był w całości ogrodzony. W niedługim czasie fragmenty ogrodzenia wraz z bramą i furtką stały się łatwym łupem dla złodziei złomu. Ogrodzenie na bieżąco jest uzupełniane. Na terenie wysypiska nie stwierdzono nielegalnego składowania odpadów. – mówi Burmistrz Tłuszcza.

Panie, smród jest taki, że aż w klatce mnie dusi!

– mówi ze złością mieszkaniec innej części ul. Wiejskiej, który ma to nieszczęście, że

niedaleko jego domu powstała za komuny oczyszczalnia ścieków. – Przez wiele lat był spokój. Czasem coś nieładnie zapachniało, ale szybko wiatr to przegnał i dało się wytrzymać. Ale w ciągu ostatnich kilku tygodni wielokrotnie cuchnęło przez całe dnie tak, że człowiekowi zbierało się na wymioty – mówi nam mieszkaniec.

Sytuację próbuje uspokoić Dyrektor ZGKiM Mariusz Dembiński: Oczyszczalnia ścieków nie uległa awarii zostały jedynie wprowadzone czasowe ograniczenia przyjmowania ścieków na punkcie zlewnym. Ilość przywożonych ścieków do punktu zlewnego jest w pełni monitorowany. Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Tłuszczu posiada pozwolenie wodnoprawne na oczyszczalnię ścieków komunalnych w ilości 874m3/dobę w ostatnim czasie oczyszczaliśmy ścieki w ilości od 360 do 855m3/dobę nie naruszając obowiązujących przepisów.

Fetor zgodny z prawem i normami?

Zakład komunalny jest jednostką gminną, nad którą kontrolę sprawuje Burmistrz Tłuszcza. Wg jego opinii ZGKiM funkcjonuje zgodnie z prawem i normami: Ilość przywożonych ścieków do punktu zlewnego jest w pełni monitorowany, zarówno przez system komputerowy, który rejestruje: dostawcę, klienta oraz ilość, jak i system monitoringu video. Ponadto oczyszczalnia, w tym zlewnia, jest pod stałym nadzorem Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska delegatura w Mińsku Mazowieckim.

Mieszkańcy widzą tę sprawę inaczej. Powstała petycja, zebrano 400 podpisów, poszły skargi. Tłuszczanie mówią wprost: Tu nie da się żyć – bród, smród i ubóstwo. Mieszkanka, która zbierała podpisy wyciąga stos dokumentów. Wynika z nich, że ZGKiM ma prawo przyjąć w ciągu dnia do zlewni szamba tylko ok. 6-8 dużych beczkowozów. – Ale ich przyjeżdża co najmniej drugie tyle – słyszymy od mieszkańców sąsiadujących z zakładem posesji.

Z taką oceną nie zgadza się Burmistrz Bednarczyk: Nie jest prawdą, aby Zakład przyjmował ścieki w ilościach niedopuszczalnych, ponieważ nie przekroczone są ilości odprowadzanych oczyszczonych ścieków określonych decyzją (pozwolenie wodnoprawne z 24 lutego 2014 roku Decyzja Nr 97/14).

W miasteczku mówi się, że ktoś był chyba zbyt pazerny i szambo lało się tu non stop. – Kto wie, z ilu gmin oni to zwozili? – słyszymy. – Teraz za szambiarkę trzeba zapłacić nawet 300 zł, a niedawno było 180 – skarżą się mieszkańcy, którzy ślą kolejne skargi

i protestowali nawet na sesji rady gminy…

To nie szambo, to na pewno fiołki pachną

Po sesji miasto się przewietrzyło, bo zlewnię szamba na kilka dni zamknięto. Jednak po kilku dniach smród powrócił, a wraz z nim złość mieszkańców Tłuszcza i pytania: czy w tej gminie ktoś jeszcze rządzi?

Burmistrz Paweł Bednarczyk utrzymuje, że nieprawidłowości w działaniu zlewni szamba były przejściowe i obecnie nawiązano współpracę z głównym technologiem uzdatniania wody i oczyszczalni ścieków Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji Sp. z o.o. w Siedlcach Panią mgr inż. Haliną Dłuską w zakresie oceny funkcjonowania  oraz określenia zasad prawidłowej pracy oczyszczalni ścieków w Tłuszczu, a także ewentualnego wyznaczenia działań naprawczych. W wyniku współpracy podjęto już działania mające na celu wyeliminowanie odoru powstającego w wyniku funkcjonowania oczyszczalni, m.in. doprowadzono do odbudowy flory bakteryjnej odpowiedzialnej za prawidłową pracę oczyszczalni oraz podjęto działania mające na celu utrzymanie równowagi biologicznej w oczyszczalni. Oczyszczalnia jest pod stałą kontrolą specjalisty i powoli widać już efekty współpracy.

– Ostatnio pół urzędu robiło akcję „sadzimy kwiatki w mieście”. Powychodzili ładnie ubrani i sadzili te kwiatki. No chyba sobie burmistrz myśli, że od tych kwiatków to smród mniejszy będzie – drwi kobieta, która z dzieckiem w wózku wyszła na spacer. W sprawie interwencję podjął także Radny z tej części miasta Włodzimierz Fydryszek, ale na smród nie ma mocnych. Radny powiatu Robert Szydlik ironizuje, że po drugiej stronie torów nic nie czuć. – Po to nam zbudowali ekrany wzdłuż torów, żeby zatrzymywały brzydkie zapachy. Pytałem dziś przedszkolankę, czy dzieci wychodziły na plac zabaw. W odpowiedzi usłyszałem, że nie, bo na zewnątrz nie było czym oddychać. Sorry, taki mamy klimat – że zacytujemy „klasyka”. Śmierdzące sprawy w tym Tłuszczu.

Marek Krzewicki